Śmierć naturalna.

Ten blogo-pamiętnik chyba umarł śmiercią naturalną. Chyba. Nie wiem.

Ogarnęłam trochę swój dołek życiowy, także być może nie będę wstawiać tu już nic. Jest parę innych blogów.

To jest taka informacja dla mnie z przyszłości, kiedy tu wejdę i będę sama z siebie się śmiać, bo z perspektywy wszystko czym się przejmuję w życiu zdaje się być zabawne.

To tyle.

Freud nie pisał jedynie o seksie.

Nie mam żalu.

Do nikogo.

W tym momencie, z dozą życzliwej ironii przypatruję się swojemu odbiciu w lustrze.

Gładzę futro na policzkach i, dla pewności, ciągnę się lekko za wąsy. Odsłaniam kły.

Tak to ja.

Nie da się uciec od siebie.

Ciekawym jest, że w momencie, kiedy powinnam szarpać się ze sobą, odczuwam tak głęboki spokój.

Mam w życiu dążenia.

Ale w tym momencie wydają się mi one jedynie orientacyjnymi punktami na drodze mojej ewentualnej, przyszłej, egzystencji.

Stanem naturalnym dla wilczycy stepowej jest samotność.

Dlaczego

…nie pojdę się leczyć?

ha! odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta.

otóż z jakegoś powode uznaję swoje cierpienie za szlachetne.

doświadczam. w pełni świadoma.

bez pomocy środków farmakologicznych i bez rozmów z dziwnymi ludźmi, ktorzy wypytywaliby mnie o rzeczy, o których nie mam zamiaru opowiadać

jestem zwierzątkiem.

zwierzątka nie mówią, kiedy są w sytuacjach zagrożenia.

one warczą.

i tak będę warczeć na swoje życie, aż nie zdecyduję w tej pełnej świadomości o jego kresie, badź aż się nie podniosę i nie zawyję wszem i wobec o swoim własnym zwycięstwie i swojej przynależności do elity tego pieprzonego narodu.

sama wyswobodzę się z marazmu, bądź sama spadnę na dno, z przeświadczeniem o wartości przeżytego życia.

nie potrzebuję do tego rozmów i pigułek szczęścia.

nawet jeżeli postanowię, ktoregoś pięknego dnia, zakupić butlę z helem to będzie to moja decyzja.

i nikt mi tego nie odbierze.

Night moves!

Co nie zmienia faktu, że ja niestety tak nie umiem.

a czasem bym chciała…

Lekkie życie, lekka miłość, lekka śmierć – to nie dla mnie!

Naszło mnie.

Lista rzeczy, które chcę zrobić zanim umrę:

1. Zrobić doktorat i mieć pracę z tym związaną.

2. Być niezależnym finansowo od kogokolwiek i mieć własne mieszkanie.

4. Mieć dwa psy. (jeden ze schroniska, mały, starszy kundel jako „przywódca stada” i drugi rasowy – wilczak Saarloosa)

5. Zwiedzić: Lhasę, Tokio, Pekin, Delhi, Berlin, Frankfurt nad Menem, Ateny, Kair, Izrael i… Pjongjang (serio). …No i co mi się tam jeszcze przypomni.

4. Wreszcie pójść przyjąć Trzy Schronienia. (moje podejście do wiary w cokolwiek jest bardzo ciekawe… Cóż. Nawet Budda podobno powiedział za życia, by jego uczniowie żadnych z jego słów nie brali za dogmat, a „sprawdzali” wszystkie jego nauki wprowadzając je do swojego życia. Cóż. Był dość postępowym facetem biorąc pod uwagę pozycję kobiet dwa i pół tysiąca lat temu w Indiach i to, że mimo tego stworzył żeńską część Sanghi…).

5. Zrobić ilustracje do jakiejś książki (może być dla dzieci), albo wydać tomik wierszy w małym nakładzie. (Ha! A jednak jest we mnie chęć bycia jednym z Nieśmiertelnych i pozostawienia czegoś po sobie).

6. Podpisać deklarację o donacji organów i o donacji ciała w celu poćwiartowania przez studenciaków medycyny. (sadystyczna, dzika satysfakcja z krojenia wykładowcy! nieważne, że innego kierunku. ale można pokroić! jeszcze najpewniej na anatomii – no cud, miód i arachidy! :D)

7. Mieć dziecko To przekreślenie nie jest przypadkowe. Serio. Ciężko mi być odpowiedzialnym za siebie, a co dopiero za drugiego człowieka i to jeszcze w taki sposób…

8. Apostazja!

9. Dogadać się z Wilczycą Stepową. (ona jest w sumie spoko, dopóki nie przejmuję kontroli nad moim życiem w stu procentach jak to ma miejsce ostatnio).

___________________________________

Na razie tyle. Autorka zastrzega sobie prawo do zmian… Napisałabym: „bo to jej życie”, ale to nie prawda.

Ten moment kiedy się oddycha to jest taka pożyczka w banku. I za każdym razem kiedy się rodzimy bierzemy kolejną pożyczkę by spłacić tę poprzednią. To jak rozrzutnie żyjemy zależy jedynie od nas.

Tylko wtedy odsetki rosną.

Nie ma niczego co mogłabym nazwać „moim”.

#pseudofilozoficznybełkot

(a grafika, bo tak. Ona w sumie nie ma związku)

#niemoje #niewiektozrobiłtozdjęcie